Walne Zgromadzenie zostało wstrzymane. Dlaczego? Bo gdzieś, kiedyś, ktoś w Ministerstwie Finansów i Gospodarki proceduje nowe przepisy. Jakie dokładnie? Tego nie wiadomo. Kiedy wejdą w życie? Również nie. Kiedy odbędzie się kolejne Walne? Tego już lepiej nawet nie pytać.
Za to jedno jest pewne: terminu nie ma – a brak terminu to dziś najbezpieczniejsza decyzja.
Zarząd z pełną powagą informuje, że działa odpowiedzialnie i ostrożnie. Przypadkiem również dokładnie tak, jakby doskonale wiedział, jak może skończyć się Walne Zgromadzenie, gdyby jednak do niego doszło. Trudno uznać to za zbieg okoliczności, ale oficjalnie – oczywiście – to tylko ostrożność.
Na szczęście nad prawidłowością działań czuwa analiza prawna. Przygotowana przez prawników, którzy… pracują dla Zarządu. I tylko dla Zarządu. Spółdzielcy mogą spać spokojnie – ich interesy zostały skrupulatnie przeanalizowane przez osoby, które formalnie nie mają obowiązku ich reprezentować. Prawdziwa magia niezależności.
A Rada Nadzorcza? Rada Nadzorcza najwyraźniej uznała, że brak Walnego Zgromadzenia to również forma nadzoru. Skoro nic się nie dzieje, to nie ma też czego nadzorować. Proste, eleganckie, skuteczne.
Tak oto mamy idealny układ:
– Walnego nie ma,
– daty nie ma,
– odpowiedzialności nie ma,
– za to są analizy, procedury i… święty spokój.
A spółdzielcy? Cóż. Mogą z zainteresowaniem obserwować, jak prawo do decydowania o własnej spółdzielni zostaje odroczone na czas nieokreślony, zgodnie z obowiązującą doktryną: jak nie zwołać Walnego i nadal twierdzić, że wszystko jest zgodne z przepisami.




